W wielu channelingach, zapisach transowych i sesjach pisma automatycznego pojawiają się słowa, których nikt nigdy nie uczył się w żadnej szkole. Ciągi sylab, brzmienia przypominające mieszankę sanskrytu, sumeryjskiego, japońskiego czy hebrajskiego, zdają się układać w coś na kształt mowy – a jednak wymykają się wszelkim regułom języka. Dla jednych to przekaz z innych wymiarów, dla innych – głos podświadomości. Cokolwiek to jest, zjawisko „przekazów hybrydowych” pozostaje jednym z najbardziej intrygujących przykładów tego, jak umysł i świadomość mogą współtworzyć rzeczywistość.
Język, który nie jest językiem
Z naukowego punktu widzenia podobne fenomeny klasyfikuje się obok zjawiska glosolalii, czyli mówienia „językami”. Badania neurologiczne pokazują, że w stanie transu lub ekstazy religijnej obniża się aktywność kory przedczołowej – tej części mózgu, która odpowiada za kontrolę, logikę i strukturę wypowiedzi. Jednocześnie zwiększa się aktywność ośrodków odpowiedzialnych za emocje, rytm i ekspresję. Innymi słowy: kontroler milknie, a artysta w nas zaczyna grać.
W takim stanie świadomość produkuje dźwięki przypominające język, ale nieposłuszne gramatyce. To język intuicyjny, w którym znaczenie nie powstaje ze słów, lecz z ich wibracji, rytmu i emocji. Niewykluczone, że w ten sposób Nieświadomość próbuje mówić do nas bez tłumacza – omijając intelekt, kierując się wprost do odczucia.
Kodowanie czy rezonans?
Często mówi się, że te przekazy są „zakodowane”. W sensie symbolicznym – to prawda. Umysł może w nich zapisywać emocje, archetypy i doświadczenia, które nie dają się wyrazić racjonalnie. Jednak nie jest to kod w sensie lingwistycznym – brak tu stabilnych zasad znaczeniowych. Zamiast tego mamy strukturę rezonansową, coś na kształt melodii, która nie przekazuje informacji, lecz uruchamia stan.
Dlatego niektórzy channelerzy nazywają swoje zapisy „językami światła”. Według nich są to nie tłumaczenia, lecz transmisje energetyczne – działające jak ton dźwięku na instrument. Odbiorca nie ma ich rozumieć, ale poczuć.
Przykład przekazu hybrydowego
Poniższy fragment pochodzi z jednego z autentycznych zapisów automatycznych. Nie jest tłumaczony – jego siła leży w rytmie, w brzmieniu i w tym, co wywołuje w odbiorcy:
“Tari – mian – suki – rashi – yone – han – chiro – sei – tao – maru – naki – ri – sen – kata.”
Dźwięki te przypominają połączenie elementów języków azjatyckich – japońskiego, chińskiego i sanskrytu. Część z nich ma w różnych językach znaczenia takie jak miłość, droga, pełnia, forma, porządek. W tym sensie przekaz można odczytać nie dosłownie, lecz symbolicznie – jak pieśń o harmonii, o krążeniu energii pomiędzy świadomością a wszechświatem.
Dla jednych to „język gwiezdny”, dla innych – kod emocji lub ślad głębokiego snu. Dla wszystkich pozostaje zagadką, która wymyka się tłumaczeniu, a mimo to działa jak dźwięk: wibruje w świadomości.
Hybrydyczność jako odbicie świadomości
Ciekawym tropem jest też sama natura tych języków – hybrydowa, płynna, wielowarstwowa. Przypominają one sposób, w jaki współczesny człowiek funkcjonuje między kulturami, mediami i rzeczywistościami. W epoce globalnej wymiany symboli, hybrydyczność staje się naturalnym językiem świadomości. Być może więc owe „języki gwiezdne” nie są z zewnątrz, lecz z przyszłości – z tej części człowieka, która dopiero się uczy mówić nowym głosem.
Nieświadomość jako kosmiczny tłumacz
Carl Gustav Jung pisał, że nieświadomość komunikuje się z nami poprzez symbole, bo nie zna języka logiki. Pismo automatyczne i przekazy hybrydowe mogą być jednym z jej narzędzi – mostem między słowem a energią, między umysłem a czymś większym. To, co w nas pisze, niekoniecznie jest kimś z zewnątrz; może to być rozszerzona część nas samych, która myśli nie w zdaniach, lecz w wibracjach.
Zamiast tłumaczyć – słuchać
Być może najważniejsze w tych przekazach nie jest ich rozszyfrowanie, lecz doświadczenie odbioru. Tak jak muzyki nie trzeba rozumieć, by nas poruszała, tak i tych słów nie trzeba tłumaczyć, by zadziałały. Hybrydowy język może być próbą zsynchronizowania dwóch planów komunikacji – energetycznego i werbalnego – w jeden wspólny rytm.
To nie kod do złamania, lecz brama do zestrojenia.
Autorka zapisu nie pamięta momentu jego powstania. Pismo automatyczne ( piszę ciągiem znaków lub sylabicznie) pojawiło się w stanie głębokiego skupienia i przepływu – typowym dla transu automatycznego. Taka amnezja jest częstym zjawiskiem w tego rodzaju praktykach: świadomość rejestruje proces, lecz nie zachowuje treści, jakby przekaz został zapisany „spoza” pamięci indywidualnej. Jest to jedyne i niepowtarzalne doświadczenie.
Anna Sobol





